To był
naprawdę idiotyczny pomysł. Jeśli mama zobaczy rano, że nas nie ma, zabroni mi
wychodzić aż do osiemnastki. Jeszcze tego brakowało, żebyśmy się bez sensu
kłóciły, jak wczoraj. To tylko doprowadzi do złych lub gorszych relacji między
nami. A wcale nie zależało mi na tym, żeby złościć moją matkę, bo wiem, że i
bez tego ma wiele problemów na głowie. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że Demi
tak łatwo dała się zmanipulować przez tą idiotkę Nicole. Znowu przyjechała, na
sto procent coś namiesza i tylko ja będę musiała za to odpowiadać. Brakuje mi
słów na to, jak bardzo nie cierpię jej w tej chwili.
- Co
jeśli nas przyłapią? Będę miała taki szlaban, że zobaczymy się dopiero na
studiach, Demi. – powiedziałam całkiem poważnie, na co ona zamknęła mi buzię
machnięciem ręki. Siedziałyśmy w krzakach i czekałyśmy, aż światło w pokoju
rodziców zgaśnie. Nie wiem, dlaczego po prostu nie mogłyśmy poczekać w
mieszkaniu, aż tata pójdzie spać. Niepotrzebnie marzłyśmy na dworze. – Najwyżej
przeniosą mnie do szkoły z internatem o zaostrzonym rygorze. Chyba, że będą tak
wspaniałomyślni i załatwią mi nauczanie domowe, żebym nie miała kontaktu z
ludzkością.
-
Przymkniesz się w końcu? To tylko jedna noc, a twoja mama wraca o ósmej. Zdążymy
wrócić i jeszcze się wyspać – szepnęła Nicole na tyle głośno, że zrozumiałam,
że powinnam naprawdę przestać mówić.
Zapadła
cisza, bo stwierdziłam, że i tak mnie nie słuchają. Co mogło się stać
niedobrego? To tylko kilkugodzinne spotkanie u znajomych tyle, że bez wiedzy
rodziców.
- Światło
zgasło, czas ruszać – zarządziła Demetria, na co wszystkie wstałyśmy z miejsca
i biegiem uciekłyśmy spod domu.
Samochód
Demi zaparkowany był kilka metrów od domu, dlatego poziom adrenaliny znacząco
wzrósł, kiedy do niego wsiadłyśmy i z piskiem opon opuściłyśmy St. Jemalle. Nie
lubiłam tego uczucia, kiedy wiedziałam, że robię źle. Miałam zbyt wielką
świadomość tego, co może się wydarzyć, kiedy ktoś nas zdemaskuje.
- Wciąż
jesteście pewne tego, co robimy? – spytałam, ale zostałam prostacko
zignorowana. Siedziałam na tylnym siedzeniu, bo wspaniałomyślna Nicole
wepchnęła się pierwsza na przód, kiedy robiłyśmy rajd do auta po tym, jak
zorientowałyśmy się, że światła w całym domu zgasły. Nienawidziłam jej za to,
że zawsze wpychała nos w nie swoje sprawy i rozwalała wszystkie moje plany samą
obecnością.
-
Zapowiada się super noc! Ten dreszczyk emocji związany z ucieczką, piękny
wygląd i masa chłopaków, których mamy zamiar poznać i złapać w nasze sidła
tylko dodają jej uroku! – pisnęła uszczęśliwiona Małpa Anderson, a ja tylko
cichutko prychnęłam pod nosem. Frajerka, pomyślałam, wydaje jej się, że może
wbić się w towarzystwo i błyszczeć swoim alter ego. Demetria wybuchła swoim
firmowym śmiechem, a ja ani na chwilę się nie rozluźniłam.
Czy ja
naprawdę muszę być taką wspaniałą córką? Miałam ochotę zadzwonić do domu i
upewnić się, czy wszystko w porządku, ale dziewczyny kategorycznie mi tego
zabroniły Po dłuższych przemyśleniach stwierdziłam, że to byłoby jak
samobójstwo, czyli śmierć, a nawet jeszcze gorzej. Zaraz, co za kretynka chce
dzwonić do własnego domu, kiedy właśnie z niego ucieka? Ach tak, Selena Gomez,
ta słynna Zimna suka.
Samochód
zatrzymał się tuż przed idealnie skoszonym trawnikiem pod rezydencją państwa
Jonas, w której wówczas odbywał się największy melanż tego roku. Przez chwilę
miałam wrażenie, że Jonasi załatwili sobie didżeja, bo z tego co się
orientowałam nie leciała muzyka z play listy Joe’go, głównego gospodarza całego
przyjęcia, którą każdy dobrze znał. Spojrzałam na Nicole, która niemalże
trzęsła się z ekscytacji. Zrobiło mi się jej żal na myśl, że będzie siedziała w
kącie z niedopitym drinkiem, bo na imprezie nie znajdzie się nikt, kto mógłby
się nią zainteresować. To takie przykre! Nie wiedziałam też po co jest jej duża
torba, która ani trochę nie pasowała do jej luźnego stroju. Demetria ostatni
raz przejechała po ustach połyskującym w świetle lamp błyszczykiem i
uśmiechając się do mnie w stylu „wszystko będzie dobrze!”, pchnęła drzwi
frontowe. Przy wejściu przywitałyśmy się z paroma znajomymi, a potem każda z
nas udała się w inną stronę Joe od razu pognał z Demi do osobnego pokoju,
Nicole nieudolnie starała się zwrócić na siebie uwagę sportowców stojących przy
stole z piłkarzykami, a ja, jak to ja, dla rozluźnienia pognałam do barku, przy
którym stał Daniel, najlepszy barman w studenckim świecie Ne Jersey. Robił
najsmaczniejsze drinki pod słońcem, za które każdy śmiertelnik był gotów
zapłacić nawet i całym swoim stypendium. Lubiłam go. Był wyluzowany, zabawny i również
nieziemsko przystojny. Wysoki blondyn z popularną ostatnio grzywką, typowy
surfer. Miał błyszczące, potężne, niebieskie oczy i uroczy uśmiech, którym
potrafiłby oczarować każdą kobietę na Ziemi. Mogłabym starać się o jego
względy, gdyby tylko nie był ode mnie dużo starszy. Daniel to typowy
kobieciarz, ale pomimo tego nie mogłam go nie lubić.
- To co
zwykle? – spytał z czarującym uśmiechem
na pełnych, malinowych ustach.
- Tak,
tylko, że trochę mocniej niż zwykle. Muszę zapomnieć o tej kretynce – wskazałam
głową w stronę Nicole, której piersi skakały w każdą stronę, kiedy ta
podskakiwała gdy drużyna Collina, przystojniaka-futbolistę, wygrywała mecz.
- Kto to?
Zmieszał
kilka alkoholi i sok kaktusowy, by przygotować Zakręconą Salsę, mój ulubiony
drink w jego wykonaniu. Niesamowicie czyścił umysł.
- Moja
kuzynka, przy okazji kompletna idiotka. Uważaj na nią. Przyjechała chyba tylko
po to, by zrobić mi na złość. – Daniel znów uśmiechnął się słodko i postawił na stół wysoką, wąską
szklankę z trunkiem. Rzuciłam krótkie
„na razie” i odeszłam od blatu, przy którym urzędował.
Upiłam
łyk z brzegu szklanki i skrzywiłam się pod wpływem gorzkiego smaku, drażniącego
moje podniebienie. Po kilku głębszych takich łykach, poczułam nieopartą chęć by
porozmawiać z kimś, z kim od kilku dobrych miesięcy miałam praktycznie zerowy
kontakt. Ruszyłam schodami na górę i kiedy już doszłam na piętro, otworzyłam
pierwsze drzwi po lewej.
- Nick,
nie uwierzysz, ale właśnie wzięła mnie ochota na twoje… - przerwałam, kiedy
zobaczyłam go leżącego na jakiejś dziewczynie w obcisłej, pomarańczowej
sukience, która była dziwnie znajoma. Nick momentalnie odwrócił głowę, ale
nabrałam niepewności, co do jego trzeźwego umysłu i postanowiłam się wycofać. –
Wiesz? W szkole się zgadamy. Upojnej… Cześć.
Nie
powiem, zrobiło mi się smutno na ten widok. Powinnam się cieszyć, że mój były
chłopak, z którym rozstałam się w raczej dobrych relacjach znalazł sobie kogoś
nowego. I nie ważne, czy to na dłużej czy tylko n tą jedną noc. Nicholas
bowiem, z tego co było mi wiadome (a raczej miałam wiarygodne źródła, bo
przecież jego brat by nie kłamał, nie w takiej sprawie) miał małe problemy z
pozbieraniem się po naszym rozstaniu. Nick zawsze był czułym, ciepłym
chłopakiem, a nasz związek choć krótki, był naprawdę stabilny. I do tej pory
nie wiem, kto zawinił w tym wszystkim: ja, dając mu powody, czy on będąc chorobliwie zazdrosny. Wiedziałam, że
wyrządziłam mu ogromną krzywdę tym, że tak po prostu odeszłam, ale w tamtym
momencie nie widziałam innego wyjścia. Tak widocznie musiało być; musiałam
odejść od niego w najgorszych chwilach w jego życiu. Nie podołałam zadaniowi,
nie mogłam wydostać go z depresji związanej z odkryciem choroby. Nie wiem, czy
to dlatego, że sama niedawno straciłam siostrę na wskutek złośliwego nowotworu
i po prostu nałam się znów przyzwyczaić i znów stracić. Nie mogłam dopuścić do
tego, żeby kolejna osoba zniknęła z mojego życia tak, jak zrobiła to Scarlett.
Nie miałam wtedy pojęcia, że choroba, z którą borykał się Nick da się normalnie
funkcjonować i w strachu przed stratą czy zbyt wielkim zaangażowaniem dałam mu
powody do tego, by zakończył nasze wspólne „my”. Właściwie każdy mój związek
kończył się zerwaniem przez partnera, nie moje. Jestem po prostu do dupy dziewczyną.
Na zegar
wbiła się godzina pierwsza w nocy. Siedziałam na balkonie, przykryta jakimś
starym, zaśmierdłym kocem, kiedy usłyszałam wołanie. I to wołanie nie należało
do nikogo z moich znajomych, tylko do mojej…
- MAMA?
Mamuś, słuchaj…
***
Niedziela.
Punk dziewiąta stawiłam się pod schodami, czekając na rodziców. Ubrana w
schludną, białą bluzkę, jasne jeansy podwinięte na kostkach i pudrowo różowe
balerinki, z masywną, skórzaną torbą przewieszoną przez ramię miałam wyruszyć z
nimi do kościoła. Ojciec miał na sobie jasne, płócienne spodnie zwężane w
nogawkach i jasną koszulkę w szpic, do tego białe, podarte trampki. Mama
wcisnęła się w starą sukienkę w odcieniu poszarzałej bieli, z akcentami
różowych, ledwo widocznych kwiatków. Miała swoje beżowe obcasy i opaskę na
włosach, wysadzaną sztucznymi diamentami. Wyglądaliśmy, jak typowa rodzina z
angielskich seriali z lat dziewięćdziesiątych. Z perspektywy Nicole, która
dopiero co zwlokła się z łóżka, wyglądaliśmy przekomicznie. Ja, nadąsana, bo
ani trochę niewyspana, matka widocznie podminowana, a tata zadowolony, jakby
naprawdę miał z czego. Pożegnaliśmy się z Nicole i wsiedliśmy do auta, kierując
się w stronę najbliższego kościoła.
W samochodzie panowała grobowa cisza. By nie
drażnić matki nie wyciągnęłam telefonu, chociaż w normalnych warunkach
zrobiłabym to od razu. Ciekawiło mnie, co stało się z Demi i czy po tym, jak
zasnęłam na ramieniu ojca, który wyniósł mnie z imprezy, Nicole dostała chociaż
minimalny ochrzan za to, że również tam była. Jeśli nie, jestem gotowa by
walczyć o równe traktowanie.
Wczorajsza
noc nie była nadzwyczajna, nie należała do najlepszych w moim życiu, ale to
może dlatego, że niewiele z niej pamiętam. Pamiętam tylko Nicholasa z jakąś
dziewczyną, Daniela robiącego mi super-ekstra mocnego drinka, po którym od razu
mnie siekło i siebie trzeźwiejącą na balkonie. Mimo wszystko nie żałowałam,
że zrobiłam tak, a nie inaczej. Jestem
młoda, mogę się bawić, a potem dostawać za to kary. Na przykład takie, jak
dwutygodniowy, kategoryczny szlaban na nocną herbatę i wychodzenie z domu. Po
powrocie do domu od razu czekało mnie sprzątanie, gotowanie i odrabianie prac
domowych, a co za tym szło, także masa nauki.
Jedyną
rzeczą, która mnie ciekawiła, było to, z kim wczoraj Nicholas spędził noc, czy
tam parę godzin. Kojarzyłam każdą osobę z wczorajszej nocy, oprócz tych nóg i
pomarańczowej kiecki, która od razu rzuciła mi się w oczy.
-
Wychodzimy – rzekła stanowczo mama, po czym wszyscy wysiedliśmy z auta. Pod
kościołem zebrała się grupka osób, witających się i pytających o miniony
weekend czy też plany na nadchodzący tydzień. Jak bywało w kościołach protestanckich
wszyscy byli między sobą w ciepłych relacjach, co powodowało, że kościół nie
był jedynie obowiązkiem, który co tydzień dziecko musiało wykonywać, ale też
zgrupowaniem ludzi, z którymi dobrze się czuje. A mimo to nigdy nie lubiłam
kościołów. Wolałam relacje między mną a Bogiem bardziej intymną, prywatną.
Po
przywitaniu się z pastorem i jego rodziną, weszliśmy do środka. Mama zawsze
zajmowała ławki w pierwszych rzędach, bo śpiewała najgłośniej i chciała, by
każdy mógł ją słyszeć. Rozejrzałam się po sali i ujrzałam Demi, która nieśmiało
machała w moją stronę. Odmachałam jej, ale kiedy mama spojrzała na mnie
złowrogim wzrokiem, od razu odwróciłam się przodem do pastora. To było nie fair
w stosunku do mnie, jak i do moich znajomych, że nie mogłam mieć z nimi
kontaktu poza szkołą i w ewentualnych wypadkach przez Internet. Takie
ograniczanie interakcji międzyludzkich dla rozwijającego się dziecka nie jest
dobrym rozwiązaniem. Kiedy pastor Arthur zaczął wygłaszać kazanie, nie mogłam
się na nim skupić. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Przez chwilę zaczęłam się
zastanawiać, czy nie działa na mnie siła wyższa, ale kiedy dyskretnie się
obejrzałam, dwa rzędy za mną siedziała rodzina Jonas. Denise uśmiechnęła się do
mnie pogodnie, na co odpowiedziałam jej tym samym. Tata, Kevin, fotografował i
nagrywał każde kazanie, żeby później wypuścić je do sieci, w niewiadomo jakich
celach. Taka e-ewangelizacja. Jednak moją uwagę nie przykuła Denis, przepiękna
kobieta, ani Kevin, bardzo sympatyczny pan, tylko ich syn, Nick. Nie miałam
ochoty na rozmowę, ani nic związanego z nim, więc tylko rzuciłam mu przenikliwe
spojrzenie i z powrotem odwróciłam się przodem, wsłuchując się w kazanie. To
wszystko było strasznie dziwne.
Po
nabożeństwie wróciliśmy do domu, gdzie czekała Nicole. Na stole leżało
upieczone ciasto i cztery kubki z gorącą herbatą. Jaki miły gest, zwłaszcza, że
czułam, jakby moja głowa miała zaraz
eksplodować.
- Z
jakiej to okazji? – spytałam, w ogóle nie siląc się na złośliwość. Ba!,
chciałam być miła.
- Nie
pytaj, chociaż zrobiła coś pożytecznego. Mogłabyś wziąć z niej przykład. –
warknęła mama, krojąc i nakładając ciasto na trzy talerzyki. Rzecz jasna, dla
mnie zabrakło.
- Dałabyś
spokój, mamo. To nie był nawet mój pomysł z tym wyjściem! Od początku byłam na
nie, jeszcze przed tym, jak powiedziałaś, że masz pracę. – próbowałam się
obronić, ale niepotrzebnie, bo to wywołało tylko większą falę grozy.
- Po
pierwsze, nie tym tonem. – Zaczęła całkiem spokojnie. Ten spokój był natomiast
zgubny. – Po drugie, nie ważne czyj to był pomysł, ważne, że się na niego
zgodziłaś! I jeszcze wciągnęłaś w to Nicole, która na sto procent nigdy nie
wyszłaby na tak prymitywną imprezę! Sam alkohol i narkotyki! Pewnie sama
próbowałaś!
- Nicole,
dla twojej wiadomości sama… - zaczęłam, ale zamieszana w to Nicole, szybko mi
przerwała.
- Dajcie
spokój. Jest niedziela, powinniśmy odpocząć.
Mama
przyznała jej rację, a ja tylko się nabuzowałam.
- Tak dla
twojej wiadomości, mamusiu, nawet nie wiecie, że trzymacie pod dachem
prawdziwego potwora… - warknęłam i wybiegłam z salonu, znów wbiegając do
pokoju.
Tak
bardzo jej nienawidziłam!
Rozeźlona
rozejrzałam się po całym pokoju, rzucając balerinki gdzieś pod szafę. Felernym
trafem owy mebel otworzył się, a jedyną rzeczą, która z niej wystawała, była
sukienka, którą dawno nie miałam na sobie. Podeszłam do wystającego wieszaka i
ściągając go z długiej, metalowej rury przyjrzałam się dokładniej. I nagle do
mnie dotarło!
Szybko
otworzyłam laptopa i kliknęłam w przeglądarkę. Czym prędzej wpisałam adres
skrzynki mailowej i zaczęłam pisać wiadomość tekstową do Demi. Byłam tak
wściekła, tak zdezorientowana, że z ledwością trafiałam w klawisze, bo moje
dłonie trzęsły się jak szalone.
„Demi, musimy szybko porozmawiać.
Nie wytrzymam tej presji, ta dziewczyna musi stąd zniknąć!!!!!!!!”
Do: Demiz <3
Od: Selenah
08/04/10 17:45
Głupia, nie wiedziałam, że pozbycie się jej będzie takie trudne.
***
Szczerze,
z całego serca nienawidziłam początków tygodnia. Zwłaszcza, że musiałam wstać
dużo wcześniej, żeby przygotować śniadanie dla całej rodziny, plus Nicole,
którą miałam ochotę udusić. Nie wiedziałam, jak spojrzę jej w oczy, kiedy
będziemy stać przed sobą, twarzą w twarz.
Tak
bardzo nie chciałam iść do szkoły, ale jeszcze bardziej nie mogłam zostać w
domu z Nicole, bo chyba bym ją zabiła, gdybym tylko dostała ją w swoje łapy.
Postanowiłam jej unikać, wydawało się być to dla mnie wówczas najlepszym rozwiązaniem.
Nie wzięłam pod uwagę jednak tego, że to może być tak okropnie skomplikowane.
Postanowiłam wyjść do szkoły wcześniej, by kilka razy przed lekcją powtórzyć
materiał w razie niezapowiadanej kartkówki. Wzięłam więc rano prysznic,
zrobiłam śniadanie i czym prędzej chciałam uciec z tego domu wariatów. Miałam
na sobie białą mgiełkę, topik pod kolor oraz jasne jeansy, a do tego moje białe
trampki. Wzięłam torbę i szybko zabierając rower z garażu pognałam do szkoły.
Sama nie wiedziałam, do czego byłam zdolna w złości, dlatego też wolałam unikać
Nicole.
W budynku
nie było tłumów, z resztą było dopiero piętnaście po siódmej, a zajęcia
zazwyczaj zaczynały się punkt ósma. Od razu udałam się na łącznik, który wbrew
nazwie dzielił liceum od podstawówki. Były tam porozmieszczane ławki pod dużymi
oknami. Zawsze rano spotykałam się tam z Demi, tylko, że zazwyczaj to ona
czekała na mnie. Musiałam jej szybko powiedzieć o tym, co odkryłam i jak
strasznie jest mi z tym źle. Mijały minuty, a pogoda, która i tak była kiepska,
zaczynała się pogarszać. Myślałam tylko o tym, by nie spotkać dziś
Nicholasa, bo mógł pamiętać o tym, że
chciałam coś od niego na imprezie…
Oparłam
się wygodniej o parapet. Spojrzałam w stronę głównego wejścia i ujrzałam Demi i
Joe’go, którzy jak zwykle sprzeczali się ze sobą o jakieś głupoty. Wiedziałam,
że robili to z miłości, dlatego tak bardzo lubiłam na nich patrzeć. Przystanęli
przy kolumnie. Demi oparła się plecami o mur, a Joe zaczął na nią delikatnie
napierać, głaszcząc jej policzek. Dziewczyna musnęła delikatnie jego wargi,
które później oblizał. Przez chwilę patrzyli w swoje oczy, a potem rozbrzmiał
pierwszy dzwonek, który ocucił ich z transu, jaki na siebie rzucali. Tak bardzo
chciałam mieć z kimś takie uczucie, jak oni. Byli po prostu idealną parą. On,
nie był taki najbrzydszy, głupi też nie był, odprowadzał ją codziennie do
szkoły, do samego budynku, a ona piękna i mądra.
- Hej,
hej – rzuciła pogodnie Demi. – Dostałam twojego maila, coś się stało?
- Nicole
i Nick. – rzekłam, rzuciwszy wymowne spojrzenie.
-
ŻARTUJESZ SOBIE ZE MNIE? – Demi niemalże podniosła się z ławki, kiedy
zakomunikowałam jej, że Nicole spędziła noc z Nickiem. To wszystko było tak
niemożliwie nierealne, że sama zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie
mam jakiegoś długiego i bardzo wyczerpującego snu, bo to nie jest możliwe, by
dziewczyna, której nie cierpię, choć toleruję (z wielką trudnością) przespała
się z moim byłym chłopakiem!
-
Niestety nie. Mam niezbite dowody na to, że Nicole jest pustą szmatą.
Nie lubię tego bloga, ale mam kilka rozdziałów i szkoda je zmarnować.
Czekaj, że Nicole i Nick razem? OSanti... Koniec świata. A wiesz? Zauważyłam malusi błąd zamiast "punkt" napisałaś "punk".
OdpowiedzUsuńSwoją drogą udany drink skoro zwalił Sel z nóg.
Demi i Joe są uroczy.
Świetnie. Ale związek Demi i Joe jest uroczy. A Selena szkoda mi się jej zrobiło! Chcę więcej !
OdpowiedzUsuńuwielbiam, uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. tyle na ten temat. ~ szpilen
OdpowiedzUsuńAle dlaczego nie lubisz. Przeczytałam oba rozdziały i bardzo dobrze się zapowiada. Troszkę zaufania do siebie i swoich tekstów. Pisz dalej, bo jest świetny.
OdpowiedzUsuńCzas nadrobić zaległości w komentowaniu :) Po pierwsze szablon jest cholernie cudowny <3 Co do opowiadania piszesz je z taką łatwością, że tylko pozazdrościć. Związek Demi i Joe tak samo jak wszystkim również i mnie się podoba. Są słodcy. <3 Żal mi Seleny, nie wiedziałam, ze Nick zrobi jej coś takiego, i to z Nicole... Opis bohaterów i prolog są cudowne nie wiem jak ty to robisz. <3 Przepraszam, że tak późno zaczęłam komentować ale obowiązki... No nic, zostaje mi tylko czekać na rozdział trzeci, i pogratulować niesamowitego pomysłu *-*
OdpowiedzUsuń