poniedziałek, 17 września 2012




To był naprawdę idiotyczny pomysł. Jeśli mama zobaczy rano, że nas nie ma, zabroni mi wychodzić aż do osiemnastki. Jeszcze tego brakowało, żebyśmy się bez sensu kłóciły, jak wczoraj. To tylko doprowadzi do złych lub gorszych relacji między nami. A wcale nie zależało mi na tym, żeby złościć moją matkę, bo wiem, że i bez tego ma wiele problemów na głowie. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że Demi tak łatwo dała się zmanipulować przez tą idiotkę Nicole. Znowu przyjechała, na sto procent coś namiesza i tylko ja będę musiała za to odpowiadać. Brakuje mi słów na to, jak bardzo nie cierpię jej w tej chwili.
- Co jeśli nas przyłapią? Będę miała taki szlaban, że zobaczymy się dopiero na studiach, Demi. – powiedziałam całkiem poważnie, na co ona zamknęła mi buzię machnięciem ręki. Siedziałyśmy w krzakach i czekałyśmy, aż światło w pokoju rodziców zgaśnie. Nie wiem, dlaczego po prostu nie mogłyśmy poczekać w mieszkaniu, aż tata pójdzie spać. Niepotrzebnie marzłyśmy na dworze. – Najwyżej przeniosą mnie do szkoły z internatem o zaostrzonym rygorze. Chyba, że będą tak wspaniałomyślni i załatwią mi nauczanie domowe, żebym nie miała kontaktu z ludzkością.
- Przymkniesz się w końcu? To tylko jedna noc, a twoja mama wraca o ósmej. Zdążymy wrócić i jeszcze się wyspać – szepnęła Nicole na tyle głośno, że zrozumiałam, że powinnam naprawdę przestać mówić.
Zapadła cisza, bo stwierdziłam, że i tak mnie nie słuchają. Co mogło się stać niedobrego? To tylko kilkugodzinne spotkanie u znajomych tyle, że bez wiedzy rodziców.
- Światło zgasło, czas ruszać – zarządziła Demetria, na co wszystkie wstałyśmy z miejsca i biegiem uciekłyśmy spod domu.
Samochód Demi zaparkowany był kilka metrów od domu, dlatego poziom adrenaliny znacząco wzrósł, kiedy do niego wsiadłyśmy i z piskiem opon opuściłyśmy St. Jemalle. Nie lubiłam tego uczucia, kiedy wiedziałam, że robię źle. Miałam zbyt wielką świadomość tego, co może się wydarzyć, kiedy ktoś nas zdemaskuje.
- Wciąż jesteście pewne tego, co robimy? – spytałam, ale zostałam prostacko zignorowana. Siedziałam na tylnym siedzeniu, bo wspaniałomyślna Nicole wepchnęła się pierwsza na przód, kiedy robiłyśmy rajd do auta po tym, jak zorientowałyśmy się, że światła w całym domu zgasły. Nienawidziłam jej za to, że zawsze wpychała nos w nie swoje sprawy i rozwalała wszystkie moje plany samą obecnością.
- Zapowiada się super noc! Ten dreszczyk emocji związany z ucieczką, piękny wygląd i masa chłopaków, których mamy zamiar poznać i złapać w nasze sidła tylko dodają jej uroku! – pisnęła uszczęśliwiona Małpa Anderson, a ja tylko cichutko prychnęłam pod nosem. Frajerka, pomyślałam, wydaje jej się, że może wbić się w towarzystwo i błyszczeć swoim alter ego. Demetria wybuchła swoim firmowym śmiechem, a ja ani na chwilę się nie rozluźniłam.
Czy ja naprawdę muszę być taką wspaniałą córką? Miałam ochotę zadzwonić do domu i upewnić się, czy wszystko w porządku, ale dziewczyny kategorycznie mi tego zabroniły Po dłuższych przemyśleniach stwierdziłam, że to byłoby jak samobójstwo, czyli śmierć, a nawet jeszcze gorzej. Zaraz, co za kretynka chce dzwonić do własnego domu, kiedy właśnie z niego ucieka? Ach tak, Selena Gomez, ta słynna Zimna suka.
Samochód zatrzymał się tuż przed idealnie skoszonym trawnikiem pod rezydencją państwa Jonas, w której wówczas odbywał się największy melanż tego roku. Przez chwilę miałam wrażenie, że Jonasi załatwili sobie didżeja, bo z tego co się orientowałam nie leciała muzyka z play listy Joe’go, głównego gospodarza całego przyjęcia, którą każdy dobrze znał. Spojrzałam na Nicole, która niemalże trzęsła się z ekscytacji. Zrobiło mi się jej żal na myśl, że będzie siedziała w kącie z niedopitym drinkiem, bo na imprezie nie znajdzie się nikt, kto mógłby się nią zainteresować. To takie przykre! Nie wiedziałam też po co jest jej duża torba, która ani trochę nie pasowała do jej luźnego stroju. Demetria ostatni raz przejechała po ustach połyskującym w świetle lamp błyszczykiem i uśmiechając się do mnie w stylu „wszystko będzie dobrze!”, pchnęła drzwi frontowe. Przy wejściu przywitałyśmy się z paroma znajomymi, a potem każda z nas udała się w inną stronę Joe od razu pognał z Demi do osobnego pokoju, Nicole nieudolnie starała się zwrócić na siebie uwagę sportowców stojących przy stole z piłkarzykami, a ja, jak to ja, dla rozluźnienia pognałam do barku, przy którym stał Daniel, najlepszy barman w studenckim świecie Ne Jersey. Robił najsmaczniejsze drinki pod słońcem, za które każdy śmiertelnik był gotów zapłacić nawet i całym swoim stypendium. Lubiłam  go. Był wyluzowany, zabawny i również nieziemsko przystojny. Wysoki blondyn z popularną ostatnio grzywką, typowy surfer. Miał błyszczące, potężne, niebieskie oczy i uroczy uśmiech, którym potrafiłby oczarować każdą kobietę na Ziemi. Mogłabym starać się o jego względy, gdyby tylko nie był ode mnie dużo starszy. Daniel to typowy kobieciarz, ale pomimo tego nie mogłam go nie lubić.
- To co zwykle? – spytał z czarującym  uśmiechem na pełnych, malinowych ustach.
- Tak, tylko, że trochę mocniej niż zwykle. Muszę zapomnieć o tej kretynce – wskazałam głową w stronę Nicole, której piersi skakały w każdą stronę, kiedy ta podskakiwała gdy drużyna Collina, przystojniaka-futbolistę, wygrywała mecz.
- Kto to?
Zmieszał kilka alkoholi i sok kaktusowy, by przygotować Zakręconą Salsę, mój ulubiony drink w jego wykonaniu. Niesamowicie czyścił umysł.
- Moja kuzynka, przy okazji kompletna idiotka. Uważaj na nią. Przyjechała chyba tylko po to, by zrobić mi na złość. – Daniel znów uśmiechnął  się słodko i postawił na stół wysoką, wąską szklankę z trunkiem.  Rzuciłam krótkie „na razie” i odeszłam od blatu, przy którym urzędował.
Upiłam łyk z brzegu szklanki i skrzywiłam się pod wpływem gorzkiego smaku, drażniącego moje podniebienie. Po kilku głębszych takich łykach, poczułam nieopartą chęć by porozmawiać z kimś, z kim od kilku dobrych miesięcy miałam praktycznie zerowy kontakt. Ruszyłam schodami na górę i kiedy już doszłam na piętro, otworzyłam pierwsze drzwi po lewej.
- Nick, nie uwierzysz, ale właśnie wzięła mnie ochota na twoje… - przerwałam, kiedy zobaczyłam go leżącego na jakiejś dziewczynie w obcisłej, pomarańczowej sukience, która była dziwnie znajoma. Nick momentalnie odwrócił głowę, ale nabrałam niepewności, co do jego trzeźwego umysłu i postanowiłam się wycofać. – Wiesz? W szkole się zgadamy. Upojnej… Cześć.
Nie powiem, zrobiło mi się smutno na ten widok. Powinnam się cieszyć, że mój były chłopak, z którym rozstałam się w raczej dobrych relacjach znalazł sobie kogoś nowego. I nie ważne, czy to na dłużej czy tylko n tą jedną noc. Nicholas bowiem, z tego co było mi wiadome (a raczej miałam wiarygodne źródła, bo przecież jego brat by nie kłamał, nie w takiej sprawie) miał małe problemy z pozbieraniem się po naszym rozstaniu. Nick zawsze był czułym, ciepłym chłopakiem, a nasz związek choć krótki, był naprawdę stabilny. I do tej pory nie wiem, kto zawinił w tym wszystkim: ja, dając mu powody, czy on  będąc chorobliwie zazdrosny. Wiedziałam, że wyrządziłam mu ogromną krzywdę tym, że tak po prostu odeszłam, ale w tamtym momencie nie widziałam innego wyjścia. Tak widocznie musiało być; musiałam odejść od niego w najgorszych chwilach w jego życiu. Nie podołałam zadaniowi, nie mogłam wydostać go z depresji związanej z odkryciem choroby. Nie wiem, czy to dlatego, że sama niedawno straciłam siostrę na wskutek złośliwego nowotworu i po prostu nałam się znów przyzwyczaić i znów stracić. Nie mogłam dopuścić do tego, żeby kolejna osoba zniknęła z mojego życia tak, jak zrobiła to Scarlett. Nie miałam wtedy pojęcia, że choroba, z którą borykał się Nick da się normalnie funkcjonować i w strachu przed stratą czy zbyt wielkim zaangażowaniem dałam mu powody do tego, by zakończył nasze wspólne „my”. Właściwie każdy mój związek kończył się zerwaniem przez partnera, nie moje. Jestem po prostu do dupy dziewczyną.
Na zegar wbiła się godzina pierwsza w nocy. Siedziałam na balkonie, przykryta jakimś starym, zaśmierdłym kocem, kiedy usłyszałam wołanie. I to wołanie nie należało do nikogo z moich znajomych, tylko do mojej…
- MAMA? Mamuś, słuchaj…
***
Niedziela. Punk dziewiąta stawiłam się pod schodami, czekając na rodziców. Ubrana w schludną, białą bluzkę, jasne jeansy podwinięte na kostkach i pudrowo różowe balerinki, z masywną, skórzaną torbą przewieszoną przez ramię miałam wyruszyć z nimi do kościoła. Ojciec miał na sobie jasne, płócienne spodnie zwężane w nogawkach i jasną koszulkę w szpic, do tego białe, podarte trampki. Mama wcisnęła się w starą sukienkę w odcieniu poszarzałej bieli, z akcentami różowych, ledwo widocznych kwiatków. Miała swoje beżowe obcasy i opaskę na włosach, wysadzaną sztucznymi diamentami. Wyglądaliśmy, jak typowa rodzina z angielskich seriali z lat dziewięćdziesiątych. Z perspektywy Nicole, która dopiero co zwlokła się z łóżka, wyglądaliśmy przekomicznie. Ja, nadąsana, bo ani trochę niewyspana, matka widocznie podminowana, a tata zadowolony, jakby naprawdę miał z czego. Pożegnaliśmy się z Nicole i wsiedliśmy do auta, kierując się w stronę najbliższego kościoła.
 W samochodzie panowała grobowa cisza. By nie drażnić matki nie wyciągnęłam telefonu, chociaż w normalnych warunkach zrobiłabym to od razu. Ciekawiło mnie, co stało się z Demi i czy po tym, jak zasnęłam na ramieniu ojca, który wyniósł mnie z imprezy, Nicole dostała chociaż minimalny ochrzan za to, że również tam była. Jeśli nie, jestem gotowa by walczyć o równe traktowanie.
Wczorajsza noc nie była nadzwyczajna, nie należała do najlepszych w moim życiu, ale to może dlatego, że niewiele z niej pamiętam. Pamiętam tylko Nicholasa z jakąś dziewczyną, Daniela robiącego mi super-ekstra mocnego drinka, po którym od razu mnie siekło i siebie trzeźwiejącą na balkonie. Mimo wszystko nie żałowałam, że  zrobiłam tak, a nie inaczej. Jestem młoda, mogę się bawić, a potem dostawać za to kary. Na przykład takie, jak dwutygodniowy, kategoryczny szlaban na nocną herbatę i wychodzenie z domu. Po powrocie do domu od razu czekało mnie sprzątanie, gotowanie i odrabianie prac domowych, a co za tym szło, także masa nauki.
Jedyną rzeczą, która mnie ciekawiła, było to, z kim wczoraj Nicholas spędził noc, czy tam parę godzin. Kojarzyłam każdą osobę z wczorajszej nocy, oprócz tych nóg i pomarańczowej kiecki, która od razu rzuciła mi się w oczy.
- Wychodzimy – rzekła stanowczo mama, po czym wszyscy wysiedliśmy z auta. Pod kościołem zebrała się grupka osób, witających się i pytających o miniony weekend czy też plany na nadchodzący tydzień. Jak bywało w kościołach protestanckich wszyscy byli między sobą w ciepłych relacjach, co powodowało, że kościół nie był jedynie obowiązkiem, który co tydzień dziecko musiało wykonywać, ale też zgrupowaniem ludzi, z którymi dobrze się czuje. A mimo to nigdy nie lubiłam kościołów. Wolałam relacje między mną a Bogiem bardziej intymną, prywatną.
Po przywitaniu się z pastorem i jego rodziną, weszliśmy do środka. Mama zawsze zajmowała ławki w pierwszych rzędach, bo śpiewała najgłośniej i chciała, by każdy mógł ją słyszeć. Rozejrzałam się po sali i ujrzałam Demi, która nieśmiało machała w moją stronę. Odmachałam jej, ale kiedy mama spojrzała na mnie złowrogim wzrokiem, od razu odwróciłam się przodem do pastora. To było nie fair w stosunku do mnie, jak i do moich znajomych, że nie mogłam mieć z nimi kontaktu poza szkołą i w ewentualnych wypadkach przez Internet. Takie ograniczanie interakcji międzyludzkich dla rozwijającego się dziecka nie jest dobrym rozwiązaniem. Kiedy pastor Arthur zaczął wygłaszać kazanie, nie mogłam się na nim skupić. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, czy nie działa na mnie siła wyższa, ale kiedy dyskretnie się obejrzałam, dwa rzędy za mną siedziała rodzina Jonas. Denise uśmiechnęła się do mnie pogodnie, na co odpowiedziałam jej tym samym. Tata, Kevin, fotografował i nagrywał każde kazanie, żeby później wypuścić je do sieci, w niewiadomo jakich celach. Taka e-ewangelizacja. Jednak moją uwagę nie przykuła Denis, przepiękna kobieta, ani Kevin, bardzo sympatyczny pan, tylko ich syn, Nick. Nie miałam ochoty na rozmowę, ani nic związanego z nim, więc tylko rzuciłam mu przenikliwe spojrzenie i z powrotem odwróciłam się przodem, wsłuchując się w kazanie. To wszystko było strasznie dziwne.
Po nabożeństwie wróciliśmy do domu, gdzie czekała Nicole. Na stole leżało upieczone ciasto i cztery kubki z gorącą herbatą. Jaki miły gest, zwłaszcza, że czułam,  jakby moja głowa miała zaraz eksplodować.
- Z jakiej to okazji? – spytałam, w ogóle nie siląc się na złośliwość. Ba!, chciałam być miła.
- Nie pytaj, chociaż zrobiła coś pożytecznego. Mogłabyś wziąć z niej przykład. – warknęła mama, krojąc i nakładając ciasto na trzy talerzyki. Rzecz jasna, dla mnie zabrakło.
- Dałabyś spokój, mamo. To nie był nawet mój pomysł z tym wyjściem! Od początku byłam na nie, jeszcze przed tym, jak powiedziałaś, że masz pracę. – próbowałam się obronić, ale niepotrzebnie, bo to wywołało tylko większą falę grozy.
- Po pierwsze, nie tym tonem. – Zaczęła całkiem spokojnie. Ten spokój był natomiast zgubny. – Po drugie, nie ważne czyj to był pomysł, ważne, że się na niego zgodziłaś! I jeszcze wciągnęłaś w to Nicole, która na sto procent nigdy nie wyszłaby na tak prymitywną imprezę! Sam alkohol i narkotyki! Pewnie sama próbowałaś!
- Nicole, dla twojej wiadomości sama… - zaczęłam, ale zamieszana w to Nicole, szybko mi przerwała.
- Dajcie spokój. Jest niedziela, powinniśmy odpocząć.
Mama przyznała jej rację, a ja tylko się nabuzowałam.
- Tak dla twojej wiadomości, mamusiu, nawet nie wiecie, że trzymacie pod dachem prawdziwego potwora… - warknęłam i wybiegłam z salonu, znów wbiegając do pokoju.
Tak bardzo jej nienawidziłam!
Rozeźlona rozejrzałam się po całym pokoju, rzucając balerinki gdzieś pod szafę. Felernym trafem owy mebel otworzył się, a jedyną rzeczą, która z niej wystawała, była sukienka, którą dawno nie miałam na sobie. Podeszłam do wystającego wieszaka i ściągając go z długiej, metalowej rury przyjrzałam się dokładniej. I nagle do mnie dotarło!
Szybko otworzyłam laptopa i kliknęłam w przeglądarkę. Czym prędzej wpisałam adres skrzynki mailowej i zaczęłam pisać wiadomość tekstową do Demi. Byłam tak wściekła, tak zdezorientowana, że z ledwością trafiałam w klawisze, bo moje dłonie trzęsły się jak szalone.

„Demi, musimy szybko porozmawiać. Nie wytrzymam tej presji, ta dziewczyna musi stąd zniknąć!!!!!!!!”
Do: Demiz <3
Od: Selenah
08/04/10 17:45

Głupia, nie wiedziałam, że pozbycie się jej będzie takie trudne.
***
Szczerze, z całego serca nienawidziłam początków tygodnia. Zwłaszcza, że musiałam wstać dużo wcześniej, żeby przygotować śniadanie dla całej rodziny, plus Nicole, którą miałam ochotę udusić. Nie wiedziałam, jak spojrzę jej w oczy, kiedy będziemy stać przed sobą, twarzą w twarz.
Tak bardzo nie chciałam iść do szkoły, ale jeszcze bardziej nie mogłam zostać w domu z Nicole, bo chyba bym ją zabiła, gdybym tylko dostała ją w swoje łapy. Postanowiłam jej unikać, wydawało się być to dla mnie wówczas najlepszym rozwiązaniem. Nie wzięłam pod uwagę jednak tego, że to może być tak okropnie skomplikowane. Postanowiłam wyjść do szkoły wcześniej, by kilka razy przed lekcją powtórzyć materiał w razie niezapowiadanej kartkówki. Wzięłam więc rano prysznic, zrobiłam śniadanie i czym prędzej chciałam uciec z tego domu wariatów. Miałam na sobie białą mgiełkę, topik pod kolor oraz jasne jeansy, a do tego moje białe trampki. Wzięłam torbę i szybko zabierając rower z garażu pognałam do szkoły. Sama nie wiedziałam, do czego byłam zdolna w złości, dlatego też wolałam unikać Nicole.
W budynku nie było tłumów, z resztą było dopiero piętnaście po siódmej, a zajęcia zazwyczaj zaczynały się punkt ósma. Od razu udałam się na łącznik, który wbrew nazwie dzielił liceum od podstawówki. Były tam porozmieszczane ławki pod dużymi oknami. Zawsze rano spotykałam się tam z Demi, tylko, że zazwyczaj to ona czekała na mnie. Musiałam jej szybko powiedzieć o tym, co odkryłam i jak strasznie jest mi z tym źle. Mijały minuty, a pogoda, która i tak była kiepska, zaczynała się pogarszać. Myślałam tylko o tym, by nie spotkać dziś Nicholasa,  bo mógł pamiętać o tym, że chciałam coś od niego na imprezie…
Oparłam się wygodniej o parapet. Spojrzałam w stronę głównego wejścia i ujrzałam Demi i Joe’go, którzy jak zwykle sprzeczali się ze sobą o jakieś głupoty. Wiedziałam, że robili to z miłości, dlatego tak bardzo lubiłam na nich patrzeć. Przystanęli przy kolumnie. Demi oparła się plecami o mur, a Joe zaczął na nią delikatnie napierać, głaszcząc jej policzek. Dziewczyna musnęła delikatnie jego wargi, które później oblizał. Przez chwilę patrzyli w swoje oczy, a potem rozbrzmiał pierwszy dzwonek, który ocucił ich z transu, jaki na siebie rzucali. Tak bardzo chciałam mieć z kimś takie uczucie, jak oni. Byli po prostu idealną parą. On, nie był taki najbrzydszy, głupi też nie był, odprowadzał ją codziennie do szkoły, do samego budynku, a ona piękna i mądra.
- Hej, hej – rzuciła pogodnie Demi. – Dostałam twojego maila, coś się stało?
- Nicole i Nick. – rzekłam, rzuciwszy wymowne spojrzenie.
- ŻARTUJESZ SOBIE ZE MNIE? – Demi niemalże podniosła się z ławki, kiedy zakomunikowałam jej, że Nicole spędziła noc z Nickiem. To wszystko było tak niemożliwie nierealne, że sama zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie mam jakiegoś długiego i bardzo wyczerpującego snu, bo to nie jest możliwe, by dziewczyna, której nie cierpię, choć toleruję (z wielką trudnością) przespała się z moim byłym chłopakiem!
- Niestety nie. Mam niezbite dowody na to, że Nicole jest pustą szmatą.






Nie lubię tego bloga, ale mam kilka rozdziałów i szkoda je  zmarnować.

5 komentarzy:

  1. Czekaj, że Nicole i Nick razem? OSanti... Koniec świata. A wiesz? Zauważyłam malusi błąd zamiast "punkt" napisałaś "punk".
    Swoją drogą udany drink skoro zwalił Sel z nóg.
    Demi i Joe są uroczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie. Ale związek Demi i Joe jest uroczy. A Selena szkoda mi się jej zrobiło! Chcę więcej !

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam. tyle na ten temat. ~ szpilen

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale dlaczego nie lubisz. Przeczytałam oba rozdziały i bardzo dobrze się zapowiada. Troszkę zaufania do siebie i swoich tekstów. Pisz dalej, bo jest świetny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czas nadrobić zaległości w komentowaniu :) Po pierwsze szablon jest cholernie cudowny <3 Co do opowiadania piszesz je z taką łatwością, że tylko pozazdrościć. Związek Demi i Joe tak samo jak wszystkim również i mnie się podoba. Są słodcy. <3 Żal mi Seleny, nie wiedziałam, ze Nick zrobi jej coś takiego, i to z Nicole... Opis bohaterów i prolog są cudowne nie wiem jak ty to robisz. <3 Przepraszam, że tak późno zaczęłam komentować ale obowiązki... No nic, zostaje mi tylko czekać na rozdział trzeci, i pogratulować niesamowitego pomysłu *-*

    OdpowiedzUsuń