niedziela, 26 sierpnia 2012



17/10/18r

Coś, co nigdy się nie wydarzyło, teoretycznie nie mogło zostać zakończone. Czy to był wystarczający dowód na to, że jeszcze nie oszalałam?
To był rozdział, który powinnam definitywnie zakończyć już bardzo dawno temu. Było jednak coś, co nie pozwalało mi zapomnieć o tym krótkim, acz pięknym okresie w moim nastoletnim życiu. I sama nie do końca mogłam stwierdzić, co to takiego było. Pomimo tego, z dnia na dzień moje myśli wariowały, a sama stawałam się przewrażliwiona na tym punkcie. Może fakt, iż była to niewyjaśniona sprawa spowodował, że tak bardzo chciałam przeżyć to jeszcze raz? Albo po prostu dowieść, że jak to zazwyczaj bywało, to ja miałam rację w tym całym konflikcie? Cała ta sytuacja powoli zaczęła mnie przerastać, dlatego uknułam coś, za co – gdyby to sumienie wyznaczało kary – powinno się mnie zamknąć.
Wszystko zaczęło się na pozór normalnie. Wiosna, czyli okres, kiedy wszystko budzi się do życia; roślinność zaczyna nieśmiało witać nowy rok, zakochani wykluwają się ze swoich nor oraz (co warto zaznaczyć) coś zaczyna się zmieniać. Zmiany bywają różne; raz wpływają na nas negatywnie, doprowadzają nas do popadania w skrajność, obłudę, a raz po prostu nie działają na nas ot tak, nie da się na pierwszy rzut oka poznać, że coś się w nas zmieniło. To wydarzenie właściwie wpłynęło na mnie nieznacznie, bo nie spowodowało to u mnie depresji, ani nagłego dostatku euforii. Przechodząc sedna, chciałabym zaznaczyć, poprosić, by nie oceniać mnie poprzez moje działania, gdyż na przestrzeni lat uzmysłowiłam sobie, że to wszystko było tylko szczeniackim wybrykiem, małą, nieznaczącą kroplą w oceanie głupot, które wykonałam w życiu. Mimo wszystko nie żałuję tego, co robiłam. Gdyby tylko nie wywołałoby to takich skutków…


(...)  jest smutna, ale ma wiele chwil, które dają jej radość. Nostalgia z uśmiechem na ustach.

06/04/10r 
*podkład*

- Sel, przemyślałem to wszystko i doszedłem do wniosku, że nic nas nie łączy. A przecież jeśli ludzi nic nie łączy, to nie mogą być razem.
No już, Selly. Chociaż jedna łza. Wiem, że potrafisz. No proszę, jesteś blisko. Już czujesz to mrowienie pod rzęsami. Niech wyjdzie, że ci zależało. Niech pomyśli, że naprawdę tego nie chcesz! Nie chcesz chyba wyjść na bezuczuciową zołzę, prawda? SELENO MARIE GOMEZ, zmuś się do płaczu w tej chwili!
- Wciąż możemy się przyjaźnić, tylko powiedz. I nie, kochanie, nie ty zawiniłaś. Po prostu nie mogę być z kimś, kto nie potrafi okazywać uczuć. Wiesz, w związku chyba chodzi o to, że ludzie nawzajem się wspierają, ufają sobie i nie mają przed sobą tajemnic. No i wiesz, nie wstydzą się siebie.
Kurka, niech on się w końcu przymknie. Charles zagryzł wargi, obdarowując mnie chyba najmilszym spojrzeniem na świecie, ale mimo tego, wciąż nie było mi smutno. Co jest ze mną nie tak? Czy naprawdę zostałam pozbawiona ludzkich zachowań? Właśnie zostałam rzucona, do jasnej cholery! Chłopak spojrzał na mnie wyczekująco, jakby oczekiwał, że za chwilę zacznę go błagać o jeszcze jedną szansę. I niby mogłabym to zrobić, gdybym tylko naprawdę go kochała. To znaczy, naprawdę łączy nas masa wspaniałych wspomnień, ale to nie jest ten właściwy, za którym byłabym w stanie skoczyć w ogień. A do uczuć nie można się zmuszać, prawda?
- Charls, wszystko jest okej. Właściwie dobrze, że to już koniec – powiedziałam pokrzepiająco, na co chłopak wybałuszył oczy, jakbym stała przed nim całkiem naga, z kwiatem róży między udami. – To znaczy… Nie możemy się ze sobą męczyć, prawda?
Oj, znów nie to…
Burn pokręcił głową z dezaprobatą i zacisnął usta w wąską linię. Tak mocną, że jeszcze moment, a te wargi pękłyby jak balon, pozostawiając krew w całym otoczeniu. Westchnęłam, spuszczając głowę w dół. Jestem beznadziejna. Dlaczego nie mogę płakać? Już nie tylko dlatego, że właśnie rozstałam się z chłopakiem po kilkumiesięcznym związku, ale dlatego, że nawet nie potrafię dać mu satysfakcji z tego, że to on to wszystko zakończył jako pierwszy. A między nami wcale nie było tak źle. Poznaliśmy się w szkole, na pierwszych zajęciach praktycznych z biologii w nowej szkole. Stanęliśmy przed wyzwaniem pocięcia żaby i zbadania jej od wewnątrz. Gdyby nie on, pewnie  zawaliłabym ten projekt, bo Charles wykonał prawie całą robotę w zamian za wypad do kina, których było znacznie więcej, niż przypuszczałam. Od początku zapowiadało się na taką pierwszą, licealną miłość. Chłopak nie był jedynie inteligentny, ale też czuły i opiekuńczy. Nasze kłótnie zawsze kończyły się pomyślnie tylko dlatego, że odpuszczał nawet wtedy, kiedy miał niezaprzeczalną rację, a ja byłam zbyt dumna, by to przyznać. To wszystko zakończyło się tylko dlatego, że Charls musiał w końcu przejrzeć na oczy, że nie jest dla mnie tym właściwym. Nie potrafiłam go zrozumieć, kiedy miał problemy, chociaż on starał się załagodzić wszystkie moje zmartwienia i obawy. Nie kochałam go, kiedy on mógłby oddać wszystko, bym tylko spróbowała.
- Czyli… - przerwałam krótkotrwałą ciszę, modląc się, że chłopak szybko zakończy tę rozmowę.
- Nie mogę uwierzyć, że straciłem na ciebie tyle czasu. – Zaczął, na co jęknęłam w duchu. Tego brakowało, żeby robił mi wyrzuty, albo streszczał cały nasz związek. – Myślałem, że jednak zdołam cię w sobie zakochać, ale przeceniłem swoje możliwości. Jesteś po prostu nie do złamania. Nikogo nigdy nie kochałaś, czy coś?
- Słuchaj, mój drogi… to czy kogoś kochałam czy nie, to już nie jest twoja sprawa, tylko moja prywatna! – warknęłam, wystawiając palec wskazujący w stronę jego obojczyka.
- Tak jak myślałem, Zimna Suka. – Rzucił, po czym odwracając się na pięcie, odszedł.
Mój oddech momentalnie przyśpieszył, stał się głośniejszy i nierówny. Już nie musiałam zmuszać się do płaczu, bo łzy same zaczęły napływać do moich oczu. Nie dlatego, że zabolało mnie określenie „Zimna Suka” tylko dlatego, że odwrócił się do mnie plecami. Podskoczyłam w miejscu, a potem zaczęłam tupać nogami o grunt i machać rękami jak szalona. Jak on śmiał, pytam?!
***
Ciszę w moim pokoju przerwał stłumiony pisk elektrycznego czajnika, którego zwinęłam z kuchni parę miesięcy temu. Właściwie to zamiana - rodzicom dałam święty spokój w nocy, a oni nie starają się mi go odebrać. Chociaż twierdzą, że herbata o północy to idiotyczny pomysł. Szybko zerwałam się z łóżka, zrzucając książkę na ziemię, co spowodowało głośny huk i aż odskoczyłam, kiedy pomyślałam, że w pokoju rodziców, centralnie pode mną ten huk był dwieście razy donośniejszy. Nienawidziłam akustyki w naszym domu, bo  nocą mogłam poruszać się jedynie na palcach, bo inaczej miałabym szlaban za siedzenie do późna przed laptopem i herbatą. Zalałam szybciutko cytrynową saszetkę Liptona i zaciągnęłam się aromatem, który uwolniła w kontakcie z wodą. Po chwili cały pokój pachniał jak żółta cytrynka. Postawiłam kubek na stoliku nocnym, a sama podeszłam do szafy, gdzie w stercie powyciąganych ubrań chował się mój dziennik. Kiedy kładłam się spać, wolałam, kiedy leżał w dziurze między ścianą, a łóżkiem, która szpeciła mój zakątek. Nie miałam zamiaru nawet pisać kolejnej pogmatwanej notatki o tym, jak bardzo nie cierpię mojej nieuwagi i jak bardzo brakuje mi czegoś w życiu.
Aż wstyd przyznać, kiedy najprawdziwszą prawdą jest, że tęsknisz za kimś, za kim ani trochę nie powinieneś. 
 Usiadłam na łóżku, upijając łyk gorącego napoju i delektując się każdym łykiem, otworzyłam mojego laptopa. Na pulpicie wyskoczyło mi powiadomienie o jednej nieprzeczytanej wiadomości. Byłam więcej niż pewna, że to tylko zwykły spam z butików, albo powiadomienie o polisach, kredytach i tego typu rzeczach, które bynajmniej mnie nie dotyczą. Zrelaksowana, najechałam kursorem na powiadomienie i kilka sekund po tym, moje oczy ujrzały coś, co właściwie nie powinno mnie dziwić.


„Słyszałam, że nie jesteś już z Charlsem. To prawda?”
Do: Selenah
Od: Demiz <3
06/04/10 23:06

„Boże święty, to dopiero trzy godziny od zerwania, a Ty już wiesz? Tak, to prawda.”
Do: Demiz <3
Od: Selenah
06/04/10 23:08

„Powinnaś mi powiedzieć od razu. Co się stało? Dlaczego? Kto był pierwszy, on czy  Ty? Jak zareagowałaś? Zawsze Ci powtarzałam, że to kretyn, niepotrzebnie traciłaś czas!”
Do: Selenah
Od: Demiz <3
06/04/10 23:12

„Stwierdził, że mam jakieś problemy z okazywaniem uczuć, czy coś. Pokręcone to wszystko, nie sądzisz? I tak dla pewności – zawsze powtarzałaś, że jest porządny i żebym się go trzymała, kretynko.”
Do: Demiz <3
Od: Selenah
06/04/10 23:14

„Będziesz mi to teraz wypominać? On naprawdę jest jakiś powalony, przecież jesteś osobą, która nie chowa w sobie emocji i zawsze je okazuje w różniaste sposoby… Dobra, lecę. Jutro o 20.00 impreza u Jonasów, będę u Ciebie około 16.00, żeby się przygotować. Dobranoc, Zimna Suko. Xx”
Do: Selenah
Od: Demiz <3
06/04/10 23:17

W tej chwili naprawdę nabrałam niepewności. Dlaczego nagle wszyscy zaczęli mnie tak nazywać?
***
Następnego ranka obudziłam się z potwornym bólem ręki, konkretniej nadgarstka. Miałam trudności z podnoszeniem różnych przedmiotów, przykładowo telefonu, by sprawdzić godzinę. Omal nie oblałam się wrzątkiem, kiedy starałam się zalać wodą saszetkę cytrynowej herbaty, bo nagle moja ręka zgięła się w pół. Czułam, że to może zwiastować coś niedobrego lub w najgorszym wypadku – zmianę pogody. Ostatnie dni były przepiękne; słoneczne promienie budziły mnie każdego poranka, w ciągu dnia wiał ciepły, ale rześki wiaterek, a noce były naprawdę ciepłe, jak na kwiecień. W głowie wciąż miałam „Zimną Sukę”, która zaczęła mnie powoli prześladować. Przyśniło mi się, że dwieście tysięcy osób, każda o innej twarzy, wypowiedziało te dwa słowa wprost do mnie. Może wyolbrzymiałam tę sprawę, ale mimo to, starałam się zapobiegać tym słowom. Miałam nadzieję, że dzisiejsza impreza w rezydencji państwa Jonas odciągnie mnie od zadręczania się głupimi myślami o sobie, o Charlesie i bolącym nadgarstku. Marzyłam też o tym, by nie spotkać na niej Nicholasa, ostatniego z braci. Łączą nas bowiem sprawy, o których wolałabym zapomnieć. Najlepiej zakopać i spalić.
- Selena, chodź no tutaj! – usłyszałam wołanie mamy z dołu, kiedy ścierałam kurz z drewnianych półek w moim pokoju. Nienawidziłam sobotniego sprzątania, ale byłam przygotowana na kolejne zadania wyznaczone przez rodzicielkę.
Zeskoczyłam z łóżka, a potem zbiegłam ze schodów do salonu, gdzie – jak przypuszczałam – czekała na mnie Mandy. Zamiast rodzicielki, zobaczyłam wygodnie rozłożoną na moim ulubionym fotelu kuzynkę Nicole. Uśmiechała się pogodnie, ale w jej oczach widziałam tą fałszywość, która nie odstępowała jej na krok. Spojrzałam na nią, unosząc brwi do góry i zacisnęłam wargi. Poczułam, jak momentalnie wściekłość ogarnia mnie całą, ale nie mogłam tego pokazać, ponieważ moja własna matka stała tuż obok.
- Nicole przyjechała na kilka dni, chyba nie masz nic przeciwko? – spytała, jakby nigdy nic.
- Jasne, tylko gdzie ma zamiar spać? – spytałam, wcale nie siląc się na złośliwość. Widoczne było u N., że sama również nie chce tu być.
 - Pokój Scarlett jest przecież wolny… Posprzątajcie go razem, a potem postaraj się urządzić go na pokój gościnny. Przyda się w naszym domu takie uniwersalne zakwaterowanie dla gości, prawda? – Nicole lekko skinęła głową i podniosła się z miejsca.
- Mamo, przecież to pokój Scarlett. Nie zrobię jej tego! – warknęłam, po czym rzucając ścierkę do kurzu, którą wcześniej parę minut miętoliłam w dłoniach, wybiegłam stamtąd, od razu kierując się do mojego pokoju. Drzwi z hukiem zatrzasnęły się, a ja szlochając zatopiłam twarz w miękkiej poduszce.
Witaj kuzynko, żegnaj spokoju, pomyślałam.
Sięgnęłam po laptopa i otworzyłam go na poprzedniej stronie. Znów czekała mnie wiadomość tekstowa od Demi, którą szybko odczytałam.

„Dzisiaj wielka noc!! Podekscytowana?!”
Do: Selenah
Od: Demiz <3
07/04/10 12:34

„Ani trochę. Przyjechała Nicole i wyobraź sobie, że mama chciała dać jej pokój Scarlett! To dopiero rok od jej śmierci, a ona już zapomniała o tym, jak to strasznie nami wstrząsnęło… Zaraz tu zwariuję.”
Do: Demiz <3
Od: Selenah
07/04/10 12:37

„Pokój Scarlett? Ciężka sprawa… Będę za piętnaście minut, opowiesz mi wszystko:) A, no i jest coś, co powinnam Ci powiedzieć…
Do: Selenah
Od: Demiz <3
07/04/10 12:34

„Przyjedź szybko.”
Do: Demiz <3
Od: Selenah
07/04/10 12:37

Wspominałam już, że Demi to moja jedyna i najlepsza przyjaciółka? Jest wszędobylska, czasem zgorzkniała i cholernie zarozumiała, ale i tak nie wyobrażam sobie życia bez niej. Ma też tą lepszą stronę, którą ukazuje zawsze, kiedy dzieje się jakaś straszna rzecz. Potrafi wysłuchać, jest inteligentna, więc też rozchmurzyć. Ciężko jest określić słowami to, co tak naprawdę nas łączy. Znamy się całe życie, miewałyśmy wzloty i upadki, ale pomimo tego, zawsze będziemy się przyjaźnić. Poza charakterem, ma też zjawiskowy wygląd. Nigdy w życiu nie widziałam śliczniejszej dziewczyny. Ma delikatne rysy twarzy, charakterystyczny uśmiech i piękne, lśniące włosy. Demi od kilku lat umawia się z Joe, starszym bratem Nicka, o którym już chyba wspominałam. To na jego imprezę postanowiła mnie wyciągnąć. Tworzą zgrany duet, a to jest ważne w związkach.
Jak zapowiadała, tak zrobiła. Równe piętnaście minut później Demi zjawiła się w moim pokoju, od razu rzucając się na moje łóżko i łapiąc mnie w objęcia. Nie musiałam mówić, jak bardzo jest mi ciężko ze względu na Scarlett i niezainteresowanie matki, bo sama wiele przeżyła i bez słów rozumiała, co czuję.
Scarlett to moja młodsza siostra, która rok temu zmarła na wskutek choroby, z którą się urodziła. Przez pięć lat walczyła z nowotworem i niestety tę walkę przegrała. Była wspaniałym dzieckiem, zawsze uśmiechnięta i bardzo mądra. Nie zdążyła nawet pójść do szkoły… Na samą myśl o tym, że straciłam najważniejszą osobę na świecie, robi mi się niedobrze, w gardle rośnie gula, a w psychice wyrzuty do samej siebie, dlaczego to nie ja zmarłam? Dlaczego to ona urodziła się śmiertelnie chora?
- Nie może być aż tak źle, jak mówisz… - Demetria pogłaskała mnie po włosach i przycisnęła mocniej do swojej piersi. – Twojej mamie na pewno też jest ciężko i stara się zapomnieć o Scarlett, albo nie myśleć o niej, bo to tylko przysparza wiele cierpienia… Powinnaś postarać się ją zrozumieć, a nie denerwować się z byle powodu. Tak samo Nicole. Przyjechała, jak twoja mama mówiła, tylko na parę dni, więc nie masz się czym przejmować. Najwyżej trochę się posprzeczacie jak zawsze. Dzisiaj idziemy na imprezę, zapomnisz o tym wszystkim i trochę się odprężysz!
- Skoro mowa o imprezie… Nie ma takiej opcji, wyjeżdżam na noc do pracy i masz zająć się domem razem z Nicole, bo o dziewiątej wraca ojciec. Żadnej dyskusji – mama wtrąciła się właściwie znikąd, sprawiając, że cały nasz plan upadł… W takich chwilach naprawdę jej nienawidziłam.
***
- Na pewno jest na to jakieś rozwiązanie, trzeba tylko dobrze to rozegrać… - Demi niepotrzebnie zatruwała głowę myślami o tym, jak legalnie przetransportować mnie na imprezę. Wędrowała po moim pokoju w dwie strony, starając się wymyślić jakiś sensowny plan ucieczki z domu na tę noc. Razem z Nicole stałyśmy oparte o ściany, nawet na siebie nie patrząc. Nie miałam ochoty patrzeć na jej nadętą buźkę, ona najwyraźniej też nie chciała oglądać mojej. To wszystko było chore. Nie rozumiem, z jakich przyczyn ta wariatka przyjechała do Wyckoff? Nikt jej tu nie zapraszał, zwłaszcza ja. Och, nie! Przepraszam, moja zapracowana matka musiała zrzucić mi na głowę wszystkie obowiązki, łącznie z niańczeniem tego niedorozwiniętego potwora, jakim była Nicole. Dlaczego nikt poza mną tego nie zauważał?
- Demi, daj spokój. Chcesz, to idź na tą imprezę – położyłam dłoń na jej ramieniu i uśmiechnęłam pogodnie. – Joe na pewno chciałby, żebyś się na niej zjawiła.
- Dobrze wiesz, że to żadna impreza bez ciebie – westchnęła, po czym spojrzała na Nicole. Dziewczyna wciąż stała oparta o ścianę, ślepo wlepiając wzrok w tablicę korkową wiszącą nad moim łóżkiem. Przyczepione było do niej kilka zdjęć z dzieciństwa i przyjaciół oraz Scarlett i taty. Brakowało tylko na niej miejsca na zdjęcie mamy. – Może ty masz jakiś pomysł?
Anderson zmarszczyła brwi i usiadła na bujanym krześle z jasnego drewna, który należał kiedyś do naszego dziadka.
- Właściwie… - zaczęła, składając ręce na piersiach.
- Pomogę wam, jeśli weźmiecie mnie ze sobą.
Już chciałam wybuchnąć, wyśmiać ją czy zrównać z ziemią, ale Demi skutecznie zamknęła mi buzię, przytykając swój palec do moich ust. Nie chciałam dopuścić do tego, żeby Nicole poznała moich znajomych. Takiego upokorzenia by mi przyniosła, że chyba przez rok bałabym się wychodzić z domu, bo ktoś skojarzy ją ze mną.
- Demi, zwariowałaś chyba! Tylko najemy się niepotrzebnie wstydu za nią! – jęknęłam poirytowana, gestykulując rękoma.
- Jedyną osobą, która mogłaby przysporzyć ci wstydu, to nikt inny jak ty sama. – Rzekła złośliwie, a ja zrobiłam trzysta sześćdziesiąt oczami. – Ale przechodząc do sedna sprawy, wymyśliłam, że będziemy mogły przemknąć się do domu twoich znajomych około dziesiątej, kiedy twój tata najedzony pójdzie spać po ciężkim dniu pracy.
- To bez sensu, po dwóch godzinach cała impreza się rozkręci i nikt nie zauważy, że jesteśmy. – mruknęłam, starając się wybić im z głowy ten idiotyczny plan. To nie mogło się udać, mój ojciec nie jest aż tak głupi!
- Nie, Sel. To dobry pomysł. – Stwierdziła moja przyjaciółka, po dłuższej chwili rozmyślania. - Co to za przyjęcie bez kulturalnego spóźnienia?
 
 ☘

 Podkład znów nie pasuje, ale chociaż liźniecie trochę mojego gustu muzycznego, haha. :P Pisałam go trzy razy i za każdym coś mi nie pasowało.  W KOŃCU napisałam to coś powyżej, ale nie wypowiem się na jego temat, po nie chce wyjść na jakąś głupią, haha. ^^ Rozdział dedykuję Medicatus_hope za to, że jako jedna z niewielu wciąż podtrzymuję ffjb. :) ;* Za piękny szablon dziękuję niezastąpionej @totakeadrug! :) Znów chciałabym was zachęcić do oglądania i podziwiania pięknego zwiastuna wykonanego przez @Mrs_Lovatic, moją perełeczkę. ;* Link tutaj! :D 
 Żeby nie przedłużać, chciałabym tylko poprosić Was o napisanie swojej opinii pod tym rozdziałem. Chciałabym wiedzieć, jakie robię błędy i co sądzicie o tej całej historii. Takie komentarze naprawdę motywują! I tu nie chodzi tylko o nabijanie licznika, chodzi o coś więcej, ha! :)

Do następnego robaczki. ;* Xx

8 komentarzy:

  1. Świetny rozdział. Coś czuję że zabranie Nickole na imprezę jest złym pomysłem. Ale ten Charslem, dobrze napisałam? ma tupet. Nazwał ją Zimną suką, ale może ona ma powody by nie umieć wyrażać uczuć? Dziękuje ci za dedykację, kochana, dla mnie FFJB jest bardzo ważne. Mam nadzieję że będzie więcej takich opowiadań. Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze? Też chciałabym być "Zimną Suką" w momencie, w którym straciłam jednego z moich przyjaciół i to wcale nie wyniku śmierci albo coś podobnego, tylko z jego własnego głupoty. Nie powinnam być tak krytyczna, ale w sumie nie o tym przecież mówi twój rozdział. Bardziej chodzi tutaj o związek, który został na etapie zauroczenia, które raczej przeobraziło się w tolerowanie obu stron aniżeli miłość. Cóż, zdarza się. Każdy popełnia błędy, a my często nie wiemy czego tak naprawdę chcemy od życia. Selena niezbyt wzięła sobie do serca jego słowa, ale trudno się dziwić, jeśli nie darzyła go szczególnie silnym uczuciem. Sądzę, że lepsze to niż załamywanie rąk nad rozlanym mlekiem.
    Tak jak przewidywałam - los nie jest łaskawy dla głównej bohaterki i pasmo nieszczęść jednak się nie kończy na zerwaniu z chłopakiem. Pojawia się kuzynka, która rujnuje "zajebistą imprezkę u Jonasków", a w dodatku ma czelność zajmować pokój zmarłej siostrzyczki. Albo to, albo dzielenie własnego - co jest gorsze? Bycie egoistą czy brak szacunku wobec zmarłych? Właściwie sytuacja bez wyjścia. Jestem ciekawa czy ich niecny plan wypali i uda im się wślizgnąć na imprezę. Dlaczego mam bardzo złe przeczucia wobec tego pomysłu? Może z tego wyniknąć o wiele więcej niż nam, czytelnikom, się wydaje.
    Tak jak już mówiłam - charakteryzacja Seleny w tym opowiadaniu jest dla mnie odpowiednia. Nie odczuwam wobec niej żadnych negatywnych emocji i to Ci się chwali, bo przedstawiłaś ją adekwatnie do moich oczekiwań za co bardzo jestem rada. Czekam (nie)cierpliwie na kolejny rozdział i pojawienie się naszego Pudla - tj. Nicka Jonasa.

    Tacos rule,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, co do podkładu muzycznego - uważam, że dobrze dobrałaś muzykę. Przyjemnie komponowała się z motywem zerwania.
      No i szablon - naprawdę uroczy.

      Usuń
  3. szablon - cudowny, uwielbiam takie jasne kolory i lepiej się czyta, kiedy panują tu takie jasności :) co do tekstu, to jak zawsze wspaniały. omal się nie popłakałam, kiedy wspominała o swojej zmarłej siostrze, biedna :( czekam na nowy rozdział, bo już się nie mogę doczekać tej imprezy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Więc tak, najpierw szablon - cudowny. Świetnie dobrane kolory <3 Współczuje Sel, bo wiem jak to stracić kogoś tak bliskiego, naprawdę mi jej szkoda.. Jej matka jest okrutna. A do tego ta Nicole... no, ale zawsze musi być jakiś czarny charakter prawda? Już na gg mówiłam Ci co sądzę o rozdziale, jednak jak widzę dodałaś pewien ciekawy wątek :3 Bardzo mi się wszystko podoba, jesteś świetna w pisaniu. Uwielbiam czytać Twoje opowiadania, bo także kocham FFJB :) Perełeczka? aww, mówiłam Ci już setki razy, ale powtórzę - kocham Cię kwiatuszku <33 Nie mogę się doczekać kiedy dodasz NN ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na początku może powiem, że jestem zdziwiona tym, że szablon, który dla Ciebie wykonałam, wszystkim się podoba. Kiedy go tworzyłam, nie byłam do niego przekonana i linkując go, martwiłam się, że dostanę niezłą reprymendę, bo Ci się nie spodoba i w ogóle. Teraz, kiedy tak na niego patrzę, nie jest taki zły, chociaż uważam, że zawsze mogłam popisać się czymś lepszym. Jedyną rzeczą, jaka pasuje mi w nagłówku to kolory. Uwielbiam takie zestawienia i chyba tylko barwy pozwalają mi spoglądać na własną pracę nie tylko spod krytycznego punktu widzenia.
    Jeśli zaś chodzi o rozdział, to jestem z niego naprawdę zadowolona. Nie będę już rozpisywała się na temat Twojego stylu, ponieważ użyłabym powtórzeń i na nowo pisała to, co naskrobałam dawno temu. Wiedz tylko, że dla mnie jesteś naprawdę świetną pisarką, która nigdy nie powinna przestawać pisać. Kolejna unikatowa duszyczka, która jest jedną z najlepszych. Podobnie jak niektóre autorki dajesz mi masę siły i motywujesz do dalszego pisania. Gdyby nie takie osoby, jak wy, już dawno porzuciłabym publikowanie swoich tekstów i każdą zapisaną kartkę, schowała głęboko do biurka. Zapewne po jakimś czasie zapomniałabym o własnych zapiskach, a znalazła je rok później, przy jakiś bardziej generalnych porządkach.
    Strasznie podoba mi się postać Seleny, którą wykreowałaś. To nietuzinkowa, nader ciekawa postać, która nie wywołuje u mnie negatywnych emocji. Lubię ją, chociaż stopniowo zaczynam ją poznawać. Reszta bohaterów, również została odpowiednio wykreowana. Ciekawy heros z tej Demetrii.
    Zastanawiam się nad tym, czy dziewczynom uda się wymknąć na Jonasową imprezę. Mam wrażenie, że pojawią się nowe kłopoty, ale nie zabraknie też komizmu. Chociaż z tym komizmem to nie jestem znowuż taka pewna. To jedynie moje rozmyślania typu: co będzie gdy... haha.
    Już nie mogę się doczekać dwójki. Czekam na dalszy rozwój akcji! [everything-pass.blogspot.com]
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  6. First - dziękuję za poprawę humoru.
    Second - uwielbiam twój styl, lekki i przyjemny do czytania.
    Third - treść. Kreacja bohaterów. Selena ma interesującą osobowość (ciekawe co przeszła z Nickiem) jak i przeszłość. Demi - podoba mi się jek postać. Kuzyneczka, współczuje takiej. Pewnie popsuje wspaniałą imprezkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. zakochalam sie w tym opowiadaniu... na prawde bardzo fajnie sie zaczyna i chetnie sie przekonam co bedzie dzialo sie dalej !:) moglabys mnie informowac na twitterze o nowych rozdzialach /@onemoment10/ ? :D xoxo

    OdpowiedzUsuń