sobota, 20 października 2012

03. „Talk is cheap (so don’t speak)”

„Bo w prawdziwym życiu nie jest taki, jak myślała. Prawdziwe życie nie jest tym, czego chce. Zgaduję, że rzeczy nie zawsze są tym, czym się zdają. W jej snach, stoi tuż za nią i dwa serca wreszcie się zderzają. Ale wtedy budzi się i uświadamia sobie, że to prawdziwe życie. W prawdziwym życiu nie zawsze się układa, ludzie się zakochują i upadają, a nasze serca mogą być złamane i nigdy już nie wydobyć dźwięku.”*


Dni mijały, kwiecień powoli chylił się ku końcowi, a pobyt Nicole w Wyckoff dziwacznie się przedłużał. Wciąż unikałam jej jak tylko mogłam, choć naprawdę nie było łatwo, kiedy nasze pokoje dzielił tylko krótki korytarz i musiałyśmy korzystać z jednej łazienki na piętrze. Nawet czasem, kiedy do mnie mówiła, zwyczajnie ją ignorowałam, co sprawiło, że moja matka dostała jakichś niepokojących sygnałów i nagle spytała, czy było między nami jakieś spięcie. Nicole oczywiście zaprzeczyła, ale ja miałam ochotę powiedzieć mamie o wszystkim, co wydarzyło się tej nocy i jaką rozpustnicę trzymamy pod naszym dachem.
Przez te wszystkie dni spędzone w samotności, poświęcone na sprzątaniu i naukę, w końcu rozwiałam wszelkie wątpliwości i dopięłam celu; w końcu wszystkie moje domysły ułożyły się w jedną całość. Nicole wzięła ze sobą torbę ze schowaną sukienką, którą ode mnie ukradła. Musiała przebrać ją w łazience przed tym, jak zobaczyła Nicka, a ja zniknęłam z jej pola widzenia. Najwyraźniej kiedy pokonywałam odległość dzielącą pokój Nicholasa od baru, ta zdążyła go uwieść i zaprowadzić do sypialni, co rozłościło mnie już do granic możliwości. Musiałam tylko jeszcze raz porozmawiać o tym z Demi, która pewnie podzieliłaby się ze mną swoimi przemyśleniami na ten temat. W szkole nie było na to czasu,  bo jak obiecałam rodzicom, zaczęłam poświęcać całą swoją uwagę nauce, by na teście sprawdzającym w drugiej klasie liceum wypaść jak najlepiej. Dzięki temu w zastraszającym tempie moje oceny znacznie się poprawiły, przez co mama zaczęła rozważać wcześniejsze zdjęcie ze mnie kary. Z rodzicami wolałam nie poruszać tematu tamtej sobotniej nocy, bo kiedy wszystko zaczęło się między nami jako-tako układać, nie chciałam zwyczajnie tego popsuć.
Ta sielanka musiała się kiedyś skończyć i bardzo obawiałam się nadejścia czegoś, co mogłoby to zepsuć. Nie odpowiadało mi to, że Nicole jest u nas gościem, a zachowuje się jakby mieszkała tutaj z nami od zawsze. Nie mieszkała i nie możemy się oszukiwać, że tak było. Poza tym martwiła mnie jej sytuacja ze szkołą. Dlaczego, kiedy ja spędzałam całe dnie na wkuwaniu, ona spała albo przeglądała Internet? Dlaczego, kiedy harowałam jak wół sprzątając, gotując i opiekując się domem, ona patrzyła na mnie  z pogardą i traktowała niczym służącą? Coś tu było nie tak, ale niestety tylko ja w tym domu nic nie wiedziałam. To musiało się szybko zmienić, bo w przeciwnym razie albo ja, albo ona wylądowałaby na OIOMIE. Z każdym dniem to wszystko zaczynało coraz bardziej działać mi na nerwy i postanowiłam działać na własną rękę. Nie było nawet mowy, by wplątywać w to rodziców, bo oni stwierdziliby tylko, że jestem przewrażliwiona, a Małpa chce tylko pobyć trochę w spokojniejszym mieście niż Seattle, w którym się wychowywała i w którym powinna pozostać.
Mijał ostatni dzień mojej kary, który całkowicie poświęciłam relaksowi i odpoczynku. Zbliżały się święta wielkanocne, przez co nauczyciele przestali nakładać na nas masę nauki i mieliśmy tak zwane luzy, więc nawet nie brałam się za naukę. Podłączyłam mojego Ipoda do odtwarzacza i puściłam starą play listę. Sięgnęłam po laptopa i wygodnie układając się na bujanym krześle, zaczęłam szperać w Internecie. Błądziłam po sieci bez większego celu, ale sprawiało mi to tak ogromną radość, jakbym była kilkuletnim dzieckiem, które dostało nową konsolę do gier. Taki mały odwyk dobrze dla mnie zrobił.
Nagle w naszym rodzinnym mieszkaniu rozległ się dźwięk uderzenia pięścią o mahoniowe drzwi frontowe. Szybko oderwałam się od laptopa i biegiem rzuciłam się na schody, by móc sprawdzić, kto zechciał nas odwiedzić. Mój tato zupełnie się nie spiesząc, ruszył się z fotela ku drzwiom. U progu stał niewysoki chłopczyna, w wieku – jak na jego oko – nie więcej, jak dziewiętnastu lat. Mężczyzna gestem dłoni zaprosił młodzieńca do środka, wcześniej przyglądając się porządnemu ubraniu, w które szatyn zdołał się wcisnąć. Wymienili się uściskiem dłoni, po czym ojciec, przerywając niezręczną ciszę zagadnął coś do chłopaka. Oglądałam całe to przedstawienie przez małą szparkę, starając się odgadnąć, kim jest owa postać, która postanowiła nas odwiedzić i nie zostać na tym przyłapaną. Nie wyglądałam bowiem jak księżniczka, bo miałam na sobie poszarpany dres i luźną kolorową koszulkę. Włosy miałam spięte w koczek na czubku głowy i ani grama makijażu. Niby naturalne piękno się liczy, ale ja z wielkim entuzjazmem nie propagowałam tego hasła.
Chłopak ruszył w stronę schodów, na co w panice uciekłam do łazienki, przez której drzwi chciałam obejrzeć całą sytuację. Pomyślałam, że być może przyszedł pan od liczników, ale był stanowczo za młody na pracownika urzędowego i skądś poznałam jego nietypową fryzurę… Czyżby to był…?
- Nicole!! Ktoś do ciebie!! – wydarł się ojciec, rozwiewając moje wątpliwości. Nicholas właśnie odwiedził mój dom! Pierwszy raz od dłuższego czasu! I do tego nie przyszedł do mnie, tylko do mojej popieprzonej kuzyneczki, która nawet tu nie mieszkała! Istna paranoja.
Pomimo złości, prawie że utonęłam w panice. Chciałam przewędrować z łazienki do swojego pokoju tak, by Nick zobaczył, że nawet go nie zauważyłam, ale to nie mogło wypalić. Lokowany był chłopakiem, który nie czeka, aż dziewczyna wykona pierwszy krok. To trochę sprzeczało się z jego nieśmiałym charakterem, ale po prostu już taki był. Taki unikalny. Wracając do sytuacji, pomyślałam, że Nick pierwszy mógłby do mnie zagadać. Ale czy to nie byłoby odrobinę niezręczne? Przecież jestem jego byłą dziewczyną, no nie? Dlatego postanowiłam pozostać w łazience do czasu, kiedy chłopak przetransportuje się z korytarza do pokoju Scarlett, w którym przez ten czas zamieszkiwała Małpiasta. Miałam jej strasznie za złe to, że teraz to ona zgarnęła ten pokój, ale nie mogłam przecież kazać jej spać w salonie. Bo mojego pokoju nie udostępniłabym jej za żadne skarby świata!
Kiedy Nick zamknął za sobą drzwi, wybiegłam z łazienki i złapałam za swojego laptopa. Weszłam na swoją pocztę i wyszukując Demi w znajomych online, knułam doskonały plan, jak sprawić, że Nick i Nicole poczują się trochę… nieswojo. Wystukałam krótką wiadomość do przyjaciółki i tylko czekałam na nadejście tego momentu, kiedy będę mogła mój szatański pomysł wcielić w życie.
***
Czekałam nie dłużej niż pół godziny, by do mojego domu zawitali kolejni goście. Tym razem była to Demetria i Joseph, którzy byli zamieszani w cały spisek. Plan wyglądał następująco: Demi, Joe i ja mamy udawać świetnie bawiące się towarzystwo, kiedy Nick i Nicole będą siedzieć w ciszy zamknięci w czterech ścianach. Nicholas poczuje się ograniczony tym, że dzieli go z bratem tylko cienka ściana, a Nicole nie dopnie swego, czyli – jak przypuszczałam – nie złapie Nicka w swoje sidła, nie przywiąże go do łóżka i nie przetestuje na nim wszystkich pozycji zawartych w podręczniku od Kamasutry.
Może to i było niedojrzałe, ale na samą myśl, że ktoś za ścianą miałby się pieprzyć… Do tego dochodzi fakt, że jest to para osób, z którymi mam bardzo trudne relacje. Po prostu nie mogłam dopuścić do tego, by Nick znów popełnił ten błąd. Bo co, jeśli się w niej zakocha? Bo przecież do zakochania jeden krok, jak się mówi. Przecież ten „krok” mógłby być ostatni w biednym, nastoletnim życiu młodego Jonasa, bo przecież jeśli zadrzesz z tą świruską, już do końca masz przerypane. Widać to po moim przykładzie; któregoś deszczowego dnia nie chciałam układać z nią domino i od tamtej pory mści się co roku, odwiedzając naszą rodzinę na kilka dni, które zazwyczaj kończyły się pobytem na dwa-trzy tygodnie. Nie wiedzieć czemu, wolałam go od tego uchronić. Był przecież taki bezbronny, taki… delikatny?
Kiedy Jemi przekroczyła próg mojego pokoju, od razu objaśniłam im cały plan. Początkowo Joe nie chciał się na to zgodzić, ale Demi skutecznie na niego nacisnęła, grożąc, że jeśli nam nie pomoże, zero spotkań do świąt wielkanocnych. Joe był taki naiwny; oni nie wytrzymaliby bez siebie nawet godziny, a co dopiero całego tygodnia. Przecież nawet w trakcie lekcji potrafili bez przerwy smsować!
- Więc od czego zaczynamy? – Spytał Joe, a ja tylko wyciągnęłam pomiętą kartkę z szuflady w biurku.
- Najpierw któreś z nas pójdzie do toalety, wcześniej sprawdzając, jak z sytuacją między Nickiem, a Nicole.
- Mnie się nie chce siku… - oświadczyła Demi, a Joe tylko ją poparł, na co odpowiedziałam zrezygnowanym westchnięciem.
Będzie dużo trudniej, niż przypuszczałam.
Po dłuższej chwili w końcu zdołaliśmy uzgodnić wszystkie poszczególne punkty mojego spisku. Joe wciąż się wahał, bo to przecież jego brat i wolałby, żeby był szczęśliwy, ale jak stwierdził „jestem dla niego bardziej odpowiednia, niż jakaś Nicole z Seattle”. Cokolwiek miałoby to znaczyć, Joseph dzielnie odwalał całą robotę. Co piętnaście minut każde z nas chodziło w stronę ubikacji by podsłuchać, co się dzieje w pokoju N. Za każdym razem odpowiadali nam głuchą ciszą. Przeczuwałam, co mogło się tam dziać, ale raczej usłyszelibyśmy chociaż walenie w ścianę? Nasze łóżka bowiem były okropnie niestabilne i przy lekkim pchnięciu obijały ściany swoimi kątami. Zaczęłam się zamartwiać, że oni wiedzą, co uknuliśmy i specjalnie nie dają nam satysfakcji z zebranych dowodów, których wówczas nie mieliśmy żadnych. Demi stwierdziła, że mogą też okropnie się nudzić i po prostu się do siebie nie odzywać, co było bardzo prawdopodobne; Nick nigdy nie starał się podtrzymać rozmowy, kiedy widział, że jego rozmówca nie jest nią ani trochę zainteresowany, a Nicole, jeśli nie słyszy o różnego typu wynalazkach kosmetycznych, nawet nie otworzy ust.
- Idę ostatni raz – oświadczyłam spokojnie i wyszłam z pokoju.
Po zamknięciu drzwi mojego pokoju usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z pokoju Nicole.  Ciężko było określić, co to właściwie było, bo brzmiało to, jakby ktoś dusił drugą osobę poduszką. Miałam wrażenie, że wybuchła jakaś kłótnia, ale wolałam to sprawdzić. Zapominając o planie z toaletą, od razu podeszłam pod drzwi i przyłożyłam do nich ucho. Nagle cała rozmowa ucichła, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, co za chwilę może się wydarzyć. Po paru minutach przykucnęłam, wciąż nie odrywając ucha od drzwi. Byłam cholernie ciekawa, co się u nich dzieje, ale nie mogłam przecież wtargnąć tam z prymitywnym pytaniem „chcecie czegoś?”. A moją pierwszą myślą  było właśnie odwiedzanie ich. Przesunęłam się trochę w prawo, a moja stopa odnalazła kawałek szkła, które musiało pozostać po stłuczonej kuli z rybkami, które i tak leżały brzuszkami do góry. Pisnęłam cicho, czując jak cała noga zaczyna mi drętwieć. Po chwili trzymania stopy w dłoni i masowania jej od zewnętrznej strony, zobaczyłam krew na dłoniach. Przeraziłam się, kiedy drzwi pokoju Nicole nieznacznie się uchyliły. Po prostu nie miałam jak uciec, bo straciłam czucie w prawej nodze.
- Selena? Co ty tu robisz? – Nick był równie zszokowany, co ja. Postanowiłam spróbować się podnieść, ale to skończyło się spotkaniem moich żeber z obręczą schodów. Z pomocą Nicka odzyskałam równowagę, chociaż z trudnością, bo moja stopa wciąż okropnie bolała.
Kiedy puściłam stopę wolno i przyłożyłam rękę na wysokość moich oczu, zobaczyłam jak z palców ściekała krew, przez którą omal znów nie zderzyłam się z podłogą. Nick złapał mnie w odpowiedniej chwili i bez żadnego słowa zaniósł do łazienki. Idealnie znał rozmieszczanie przedmiotów w tym pomieszczeniu, więc nie musiał o nic pytać.
- Nic się tu nie zmieniło – szepnął bardziej do siebie, ale zdołałam usłyszeć. Siedziałam na pralce i czekałam, aż Nicholas wyjmie wodę utlenioną (której potwornie się bałam), bandaż i zrobi piękny opatrunek. Chyba właśnie to zamierzał zrobić?
Nick kazał podnieść stopę i oparł ją o umywalkę, która stała nie więcej, niż metr od pralki. Moja łazienka była bardzo mała, więc z ledwością mieściliśmy się w niej oboje. Delikatnie obmył moją nogę i powyciągał kawałki stłuczonego szkła. Dobrze, że to ja się na nie nadziałam, a nie moja matka, bo dostałabym dodatkowy opieprz za to, że nie dokładnie wysprzątałam piętro. Chociaż moja matka nie przyczaiłaby się pod pokojem Anderson, by podsłuchać jej rozmowy z Nickiem i nie wyrżnęłaby się tak pięknie, jak zrobiłam to ja.
- To powiesz mi, co tam robiłaś, czy wolisz wrzeszczeć jak popieprzona, kiedy będę przeczyszczał ci ranę wodą utlenioną? – spytał po chwili ciszy, na co nieznacznie kiwnęłam głową.
- Chciałam iść do toalety, ale zgubiłam szkło kontaktowe – skłamałam, ale Nick w to nie uwierzył.
- Przecież nie nosisz szkieł od lat, masz idealny wzrok. – Zaśmiał się i nalał na wacik trochę płynu. Szybko złapałam za ręcznik i wgryzłam się w niego, by trochę ukoić ból. – Ale nie będę Cię już męczyć – ciągnął, okrążając opatrunkiem wokół rany – dawno się nie widzieliśmy, no nie?
Zdziwiłam się lekko i tylko wzruszyłam ramionami. Nick był tak skupiony na pracy, a ja wpatrywałam się w jego twarz, która wyglądała nadzwyczaj spokojnie. Na ten widok nie mogłam się nie uśmiechnąć, ale kiedy uzmysłowiłam sobie, że i tak za chwilę wróci do Nicole,  spochmurniałam. Selena, co się z tobą dzieje?
- A ty? – spytałam. – A ty, co robisz u Nicole? Jesteście razem?
Bardzo bałam się odpowiedzi, bo chyba nie zniosłabym myśli, że ta dziewczyna odebrałaby mi coś jeszcze, poza pokojem Scarlett. Ale przecież Nick nie należał już do mnie i mógł robić co tylko chciał. Co tylko chciał.
- Chyba nie. – Zaśmiał się perliście, a potem klepiąc mnie przyjacielsko w udo, dodał – Skończone!
Zeskoczyłam z pralki i gdyby nie pomoc Nicka, znów zwijałabym się z bólu, bo moja świeżo skaleczona noga nie zareagowałaby dobrze w kontakcie z zimnymi kafelkami. Stanęłam na jednej nodze i naciągnęłam na ranną stopę skarpetkę. Nick stanął w drzwiach i rzucił:
- Będę już leciał. Do zobaczenia, Selly.
***
Następnego ranka zwlokłam się z łóżka bardzo późno. Zegar wskazywał godzinę dwunastą trzydzieści, a ja dopiero zaparzyłam sobie pierwszą, poranną herbatę. W końcu odzyskałam czajnik i mogłam powiedzieć, że jestem z tego powodu najszczęśliwszą osobą na świecie. Długo nie mogłam zasnąć, zastanawiając się nad tym, dlaczego akurat Nick. Dlaczego nie mogła zagarnąć Charlesa? Mniej bym rozpaczała, gdyby przychodził do mojego domu i bez słowa powitania właził do pokoju tej chudej małpy. Dlaczego nie mogła umówić się z tym półgłówkiem od piłkarzyków? Wyglądał na bardzo sympatycznego chłopaka. DLACZEGO WIĘC PADŁO NA NICKA?
Włączyłam komputer i zeszłam na dół, by zrobić sobie jakieś małe śniadanie. Dom był pusty, co trochę mnie zdziwiło. Rodzice nigdy nie wychodzili bez słowa, więc poczułam lekką obawę. Przeszłam się po domu, ale faktycznie zostałam sama.
- Pewnie zapomnieli, że mają córkę – mruknęłam do siebie pod nosem i otworzyłam lodówkę.
Na pudełku, w którym zazwyczaj mama chowała nasze ulubione wędliny przyklejona była kartka. Szybko przejechałam wzrokiem, czytając dokładnie każde słowo.
„Jesteśmy u babci, wrócimy jutro lub w poniedziałek z samego rana. Nicole gdzieś wyszła  bez kluczy, więc poczekaj aż wróci, zanim wyjdziesz.”

Jasne, że tak, tato! Będę czekała cały boży dzień, aż księżniczka pojawi się w domu, bym mogła spokojnie zacząć świętować pierwszy dzień wolności!
Ze złości zgniotłam karteczkę i wyrzuciłam ją gdzieś w bok, rzucając też wędliny na stół. Wyciągnęłam resztą składników i zaczęłam robić kanapki. Międzyczasie włączyłam telewizor, przełączając na kanał lokalny. Chciałam wiedzieć, co dzieje się w Wyckoff i okolicy.
- Z przyjemnością informujemy mieszkańców, iż w najbliższych dniach w parku Back Swamp wystawimy kino letnie, zwane również Pod Chmurkami. Wystawiamy Śniadanie u Tiffany’ego, Koszmar z Ulicy Wiązów, ostatnie kinowe nowości i wiele, wiele innych!
Świetnie, pomyślałam. Kolejna okazja, by Nick i Nicole oświadczyli całemu światu, jak świetnie się ze sobą dogadują i wymieniają śliną. Obrzydlistwo!
Wyłączyłam telewizor i wzięłam talerz z kanapkami. Będąc już u siebie w pokoju, na komputerze zobaczyłam, że mam dwie nieprzeczytane wiadomości. Od razu odłożyłam talerz na bok i wzięłam laptopa na kolana i odczytałam pierwszą z zachwytem.

„Skoro już bywam w twoim domu, mogłabyś się czasem do mnie odezwać, coś napisać. Będę czekał :).”
Do: Selenah
Od: Nicky:)
25/04/10 11:49

Poczułam, jak coś ciepłego rozlewa się w moim brzuchu, a potem milion latających motyli. Niestety odczytując drugą, mój entuzjazm całkowicie zniknął. Umarł, zaginął, NIE MA GO.

„Nick zaprosił tą świruskę do siebie, teraz siedzą i migdalą się w ogrodzie. Joe powiedział, że jeszcze chwila, a zwróci śniadanie, które mu zrobiłam. Porażka, lepiej tu przyjedź.”
Do: Selenah
Od: Demiz<3
25/04/10 13:03


mam wrażenie, że to jest takie infantylne, że nie da się tego brać na poważnie
nie powinno tak być

3 komentarze:

  1. omnomnom *-* ale mi się podoba ten rozdział *__* ogólnie to chyba mój ulubiony z Twoich blogów ;D sposób w jaki piszesz przyprawia mnie o dreszcze wiesz? <3 Widać, że Nick coś czuje do Sel, a ona do niego :D Jest po 1 więc nie wiem co pisać xd w każdym bądź razie zajebiście mi się podoba :DD <3

    OdpowiedzUsuń
  2. warto było tyle czekać na rozdział. uwielbiam Twój styl pisania, ale to Ci pewnie już mówiłam. do tego fabuła tego opowiadania jest inna, tak jak charakter Seleny. przyciąga wzrok i zachęca do dalszego czytania :) już się nie mogę doczekać ciągu dalszego :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nick lubi Sel, ale migdali się z Nicole. Osobiście nie cierpie Nicole. Kocham za to Nicka, jest taki *,*. Ślicznie przedstawiłaś Jemi, tak wgl.

    OdpowiedzUsuń